Witajcie!
Jak mija Wam weekend? Mi niestety średnio, bo ciągle
uświadamiam sobie, że studencka laba nie może trwać wiecznie i już od
poniedziałku zaczynam zajęcia. Brr… ; )
Ale do rzeczy. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję
antycellulitowego kremu wyszczuplająco-ujędrniającego od Farmony.
Krem w miętowym kolorze ma lekką konsystencję. Ma rzadką, zbyt leistą konsystencję, która sprawia, że produkt nieraz wypływał mi przez palce i skapywał na ziemię. Niezbyt szybko
się wchłania i kiedy nałoży się go odrobinę za dużo zostawia efekt
tłustości. Jednak cudowny, cytrusowy
zapach, sprawia, że aplikacja jest przyjemnością.
Stosuję go regularnie rano i wieczorem na pośladki i brzuch
- jest niesamowicie wydajny. Do tego kosztuje około 15 zł, a jak na tego typu
krem to naprawdę mało.
Przejdźmy do działania.W skrócie, producent zapewnia silne działanie
ujędrniająco-wyszczuplające, redukcję cellulitu, zmniejszoną widoczność
rozstępów oraz to, że krem „pozostawia skórę
miękką i aksamitnie gładką”.
Moje obserwacje:
Krem faktycznie radzi sobie z
cellulitem, zauważyłam jego znaczną redukcję.
Dodatkowo dobrze ujędrnia skórę.
Jeżeli chodzi o rozstępy to nie
mogę wyrażać opinii, bo nie posiadam ich ani na brzuchu, ani na pośladkach.
Sprawia, że skóra jest nawilżona, miękka i gładka.
Co
do kwestii wyszczuplania nie oszukujmy się, krem nie schudnie za Nas! :)
Podsumowując:
Moim zdaniem jest
to przeciętny krem. Co prawda dobrze spełnia swoje zadanie w walce z cellulitem,
ale ma też wady. Będę testować inne kremy tego typu i nie wiem, czy jeszcze
kiedyś do niego wrócę.
Miałyście? Któraś z Was stosowała drenujący peeling z tej samej serii? Jakie są Wasze opinie?
A oto maska nawilżająca od
Bioetiki, którą chciałam zamówić już od dawna:
Testuję, spodziewajcie się
recenzji. :)
Pozdrawiam,
Monika